SANCTUARY COSMETIC SPA Sanktuarium piękna

Każda z nas chyba marzy o tym, żeby po całym długim tygodniu znaleźć chwile dla siebie. Ciepła kąpiel, relaksująca muzyka i do tego kosmetyki które rozpieszczą naszą skórę i zmysły. W takim właśnie przypadku świetnie sprawdzają się kosmetyki SANCTUARY Spa

Znalazłam ten zestaw na świątecznych wyprzedażach i z przyjemnością podzielę się z wami moja opinią.

Swoją przygodę z domowym spa w roli głównej kosmetyki SANCTUARY od kąpieli z The SANCTUARY, foaming Bath Soak, ( płyn do kąpieli). Płyn fantastycznie się pieni i ma obłędny słodki zapach. Już niewielka ilość wystarcza do stworzenia przyjemniej piany. Płyn ma działanie nawilżające i zawiera białko przenicy i aloesem. Dzięki temu moja skóra po jest miękka i delikatna. Wydajność satysfakcjonujaca i można kontrolować ilość płynu, ponieważ butelka jest przezroczysta. Jedynym minusem jest jakość butelki, ponieważ jest dość twarda i trudno o wydobycie kosmetyku. Poza tym zapach i efekt na 5+.

Żel do kąpieli od SANCTUARY zawiera olejki i jest bardzo gesty. Po nałożeniu na skórę możemy odczuć bardzo kremową konsystencje, która pozostawia uczucia zmiękczenia i pomaga zadbać o poziom nawilżenia. Zdecydowanie skóra jest przyjemniejsza w dotyku i pozostawia on lekko owocowy, słodki zapach. Zdecydowanie polecam.

Body scrub. Podobnie jak w przypadku poprzednich kosmetyków zawiera olejki i ma lekko cytrusowy zapach. Zauważyłam ze jest to delikatny peeling a przy tym bardzo dobrze ściera naskórek. Lekkie igiełki, drobny piasek bym powiedziała. Skóra jest delikatna i złuszczone przy tym nadaje skórze blasku. Jest przy tym bardzo żelowy i pomaga odnowić nasza skórę.

W mniejszej pojemności w tym zestawie mam krem do rąk i balsam do ciała. Oba produkty maja ten sam fantastyczny zapach. Balsam do ciała świetnie się wchłania i pozostawia miękka skórę oraz przepiękny zapach. Mimo mniejszej pojemności mogę powiedzieć o dobrej wydajności balsamu. W jego skład wchodzi olejek arganowy oraz aloes dzięki temu skóra jest bardziej napięta i uelastyczniona. Krem do rąk jest jednym z lepszych. Natychmiastowy efekt nawilżenia oraz nie pozostawia tłustych dłoni. Gdy mam bardzo suche ręce i potrzebuję szybkiej regeneracji, ten krem idealnie się sprawdza. Oprócz tego zawiera on masło shea i olejek z migdałów, a zapach jak inne produkty tej marki pozostaje z nami na dłużej.

Jednym minusem niestety są ceny. Czasem w drogerii można zdobyć je na dobrej promocji, ale tak niestety są trochę za drogie jak na codzienna pielęgnację.

Korektor od Maybelline czyli jak poprawić wygląd w mniej niż w trzy minuty

Już prawie witamy Nowy Rok 2021, a ten był dla wielu z nas naprawdę wyzwaniem. Mam nadzieje, że następny rok przyniesie nam więcej spokoju i bezpieczniejszych chwil .

W dzisiejszym wpisie poświęcę swoją uwagę na temat korektora wygładzający pod oczy od Maybelline . Wiem ze dla wielu z nas mimo ze końcówka roku to i tak czas jest bardzo intensywny i zapracowany a co może efektowych na wygląd naszej twarzy i szczególnie nie miłych worków pod oczami lub cieniami

Korektor od Maybelline kupiłam, ponieważ spodobało mi się , ze jest on zakończony małą gąbeczką i produkt się wykręca z opakowania . Co za tym idzie jest czystsza aplikacja produktu oraz możemy uzyskać odpowiednia ilość do aplikacji kosmetyku pod oko. Tutaj już dużym plusem jest z cała pewnością malutkie zgrabne opakowanie, które zmieści się w każdej kosmetycznie lub mniejszej torebce.

Ja wybrałam odcień light po pierwszym zastosowaniu już widziałam bardzo zadowalający efekt. Natychmiast niweluje cienie i podkrążone oczy. Odświeża i nadaje bardzo ładny czysty wygląd. Jest bardzo kremowy i delikatny i zapewnia dobre krycie oraz wygładza drobne zmarszczki pod oczami i rozjaśnia.

Czyli po nieprzespanej nocy pomaga ukryć zmęczone oczy i bardzo dobrze się utrzymuje zapewniając nienaganny i naturalny wygląd i trwały efekt oraz nie roluje się, co jest bardzo istotne.

Według mnie jego wadą jest wydajność, ponieważ kosmetyk zużywa się bardzo szybko oraz po około 3 tygodniu stosowania gąbeczka dołączona do korektora wyglada niezbyt czysto i higienicznie. Cena jest unormowana oraz jest sporo różnych odcieni do wyboru.

Kosmetyczne sos jak najbardziej poleca tem korektor ponieważ efekt jest bardzo satysfakcjonujący i w niespełna chwili można poprawić szybko wygląd i odświeżyć nasz makijaż.

Po nieprzespanej nocy może naprawdę poprawić nam wygląd i udoskonalić masz makijaż.

Podkład do twarzy od L`Oreal Paris, Infaillible, 24h Fresh Wear Foundation

Dzisiaj podkład od L’Oréal. Produkt kupiony spontanicznie i przez to, że mam zaufanie do marki L’Oréal chciałam przetestować ich dość popularny podkład, który obiecuję nam długotrwały i wspaniały efekt.

Podczas dokonywania zakupu tego podkładu zdziwiła mnie szeroka gamma kolorystyczna. Można naprawdę spokojnie dobrać sobie odpowiedni kolor. Ja skusiłam się na kolor 120 Vanilla dla siebie. Jest on delikatnie wpadający w żółte ciepłe tony i nadaje on skórze bardzo zdrowy wygląd. Po pierwszym użyciu tego podkładu byłam zachwycona jak pięknie się on dostosowuje do cery jest jak krem nawilżająco koloryzujący , ale nie przetłuszcza. Cera wygląda nieskazitelnie przez cały dzień. Należy do dobrze rozprowadzić na liniach twarzy, ponieważ osadza się tam tworząc efekt odcięcia się. Ma przyjemny zapach i łatwo się go aplikuje, ponieważ ma pompkę dla ułatwienia aplikacji.

Kupując ten podkład możecie być pewne, że na pewno jest on długotrwały nie ściera się podczas dnia i zapewnię piękną skórę oraz jej nawilżenie podkład jest z kwasem hialurynowym. Niestety z kryciem bym zaliczyła go do średnich i niestety gdyby nie korektor to trudno o zakrycie niedoskonałości. Natomiast cera po nim nie błyszczy się, ale jest lekko zmartwiona.

Największym dla mnie plusem jest to, że podkład jest adaptacyjny i można znaleźć idelany odcień. Nawilża, a nie wysusza. Jest lekki i zapewnia zdrowy wygląd naszej cery, a nie efekt maski. Kolejnym powodem jest w ofercie sporo podkładów na pigmentacji żółtej co pomaga dobrać idealny kolor.

Jest bardzo odporny. Podczas pracy ponad 8 godzin w maseczce mimo zmian temperatur utrzymuje się prawie nieskazitelnie. Byłam zdziwiona gdy przy nawet ekstremalniejszych warunkach moja twarz pozostaje nienaruszona i nie muszę się obawiać o poprawki.

Warto go rozprowadzić gąbeczka do twarzy. Powstaje wtedy bardzo ładny wygładzony efekt.

Sprawdził się bardzo dobrze. Godny zaufania

Coś dla blondynek, czyli John Frieda.

O tym jak John Freida, LIGHTENIMG SHAMPOO rozumie potrzeby blond włosów można pisać sporo. Nie miałam lepszego szamponu, do którego bym nie wracacał za każdym razem i nie widziała tak satysfakcjonujących efektów. Szampon chyba używam od ponad 6 lat z przerwami. Jest to produkt do którego wracam od lat. Receptura jest zrobiona na bazie cytrusów i rumianku.

Jakich efektów możemy się spodziewać i czego oczekiwać ?
Z pewnością jest to szampon rozjaśniający i pomagający się pozbyć żółtych przebarwień. Powinien być stosowany codziennie, by uzyskać obiecany efekt. Szampon jest bardzo kremowy i ma żółty odcień, przyjemny zapach, który pozostaje na włosach cały dzień. Pięknie rozświetla włosy nadając im ozłocony blask. Nadaje się do włosów farbowanych i rozjaśnionych, ale tez się sprawdzali w przypadku włosów naturalnych. Moje włosy po umyciu są miękkie i delikatne. Świetnie oczyszcza i powoduje, ze włosy podnoszą się od nasady. Wydajność i cena jest dość dobra. Przy codziennym stosowaniu wystarczył mi na około miesiąc i można go zdobyć na dobrej promocji. Opakowanie tego szamponu jest bardzo wygodne i pomaga wykorzystać produkt do końca.

Dla intensywniejszego efektu warto zakupić całą serie między innymi odżywkę, maskę do włosów i spray rozjaśniający.

Do tego szamponu używam także serum do włosów tej samej marki, Perfect Finish z wyciągiem z imbiru. Nie jest tylko przeznaczone do włosów blond, ale to każdego typu włosów. Zauważyłam, że po umyciu tym szamponem włosów i zastosowaniu później tego serum mogę cieszyć się pięknym nabłyszczeniem i delikatnymi włosami. Włosy stają się zdrowsze, a serum nie obciąża, ale odżywia i wspomaga wygląd włosów oraz ułatwia ich rozczesywanie. Jest z pompką, która pomaga aplikować idealną dozę produktu.

Krem -peeling do ciała od Dove

Złuszczanie naskórka jakże ważny element naszej pielęgnacji. Bez niego trudno o jedwabistą, gładką skórę. Dzięki nim nasza skóra lepiej oddycha, a kremy lepiej się wchłaniają i działają. Jeżeli chodzi i peelingi do ciała to nie dość, że pomagają one na nasz cellulit to też uelastycznią naszą skórę. Wiadomo, że peelingów nie stosuje się codziennie, ale 2-3 razy w tygodniu. Warto nie pomijać tego kroku w prawidłowej pielęgnacji.

W tym wpisie pod lupą będą krem – peelingi od firmy Dove. Jak one się sprawdzają i czy warto ?

Firma ma w swojej ofercie trzy różne zapachy: orzech macadamia i mleko ryżówe, masło shea i granat oraz nasiona kiwi z aloesem.

Wszystkie trzy mają przyjemny delikatny zapach i mają bardzo wygodne opakowanie oraz są wydajne. Przy stosowaniu ich 3 razy w tygodniu wystarczył mi na prawie cały miesiąc.

Po tych peelingach zauważyłam, że moja skóra jest delikatniejsza i przyjemna w dotyku. Te krem-peelingi świetnie odżywiają skórę i pozostawiają ją wygładzoną. Mają bardzo małe drobinki, które delikatnie złuszczają skórę. Na opakowaniu jest napisane, że można je stosować od 3-4 razy w tygodniu. Ja używałam ich do trzech razy, a już zauważyłam obiecane efekty. Z tych trzech zapachów osobiście najbardziej podobał mi się ten z orzechami macadami miał przyjemny słodkawy zapach. Ten peeling jest bardzo kremowy i delikatny dla Pań które lubią mocniejsze nie będzie on się sprawdzał. Ma konsystencje bardzo mleczną, wręcz śmietanową która nie podrażnia naszej skóry, wręcz ja pielęgnuję. Zadałam pytanie Czy warto? Moim zdaniem tak, sprawdza się bardzo dobrze jako dodatek do kąpieli. Minusem jest cena, ale poza tym ten produkt jest dobry.

Pomadkowo od Rimmel

Nie tak dawno temu natrafiłam na pomadki w płynie od Rimmel. Przypominają mi one dość popularne pomadki od Nyx. Chociaż w obecnej sytuacji zakrywamy pół twarzy przez sytuacje z korona wirusem to i tak nie mogłam się powstrzymać, by nie używać pomadek pod maseczką. 🙂

Płynne pomadki od Rimmel Stay Matte zapewniają aksamitne matowe wykończenie i długotrwały efekt. Już jedna warstwa zapewnia wspaniałe pełne pokrycie. Dla Pań, które nie są zbyt zakochane w matowych kolorach jest wersja od Rimmel Stay Satin. Taka sama trwałość pigmentacja, tylko końcowy efekt jest satynowy, lekko nabłyszczony. Dla tej wersji płynnej pomadki polecam użyć konturówkę, zapewnia lepszy efekt i pomadka nie wylewa się poza usta.

Ja zdecydowałam się na zakup dwóch pomadek matowych o bardzo intensywnych kolorach 820 Heartbeat, 810 Plum This Show oraz jedna o satynowym wykończeniu, kolor bardziej stonowany 210 It Girl.

820 Heartbeat
810 PLUM THIS SHOW
210 IT GIRL (SATIN)

Po używaniu tych pomadek mogę powiedzieć, że na plus do tych pomadek zdecydowani jest intensywny kolor i piękna trwałość. Około 7 do 8 godzin a pigmenty na ustach nadal są widoczne. Przy czym od wewnętrznej stronie ust zaczęła pomadka niestety została zjedzona. Po za tym efekt jest rewelacyjny. Koloru pomadki nie można zmyć wodą, demakijaż warto wykonać łagodnym mleczkiem, woda micelarna niestety nie jest zbyt dobra w tym przypadku. (są wodoodporne). Minusem chyba jak w przypadku większości trwałych pomadek jest to, że niestety wysuszają usta. Na sam koniec dnia przyda się lekki peeling plus balsam na usta.

TOP 5 żeli do ciała od Rituals.

O marce Rituals już pisałam jakiś czas temu. Wspominałam tam między innymi o samej marce, jak i o Rituals Namaste. Natomiast dzisiaj chciałabym się podzielić z wami moimi ulubieńcami do mycia ciała od Rituals. Wybrałam pięć zapachów z różnych rytuałów, które są naprawdę interesujące i warte poznania. Sama po sobie wiem, że gdy wchodzi się do salonu marki Rituals to ogrom zapachów może nas trochę oszołomić, a co za tym idzie trudniej o właściwy wybór.

Pierwszymi dwoma produktami będą żele myjące do ciała Happy Buddha i Rituals Karma. Ogólnie żele od Rituals są silnie pieniące. W kontakcie z wodą zamieniają się w obfitą pianę.

W zapachu Happy Buddha zakochałam się. W skład wchodzi pomarańcz i drzewo cedrowe, Tutaj nie trzeba nic więcej. Eksplozja zapachów. Zapach jest i słodki i lekko pikantny, korzenny, ale wszystko jest zakończone aromatem intensywnej cudownej pomarańczy. Zapach budzi do życia. Jest idealny na sam początek dnia, by pobudzić nasz uśpiony umysł i ciało do działania. Skóra wygląda pięknie, jest nawilżona i aksamitna w dotyku, a zapach zostaje z nami na długo. Ten produkt nie będzie zbyt dobry dla osób, które są wrażliwsze na silniejsze perfumy, może być za mocny.

Rituals of Karma

Z kolei drugi produkt od Rituals, to jest Karma, zapach jest delikatniejszy. Kwiat Lotosu i biała herbata rozpieszczają naszą skórę. Ten żel jest łagodniejszy, ale również pozostawia skórę pięknie oczyszczoną, nawilżoną i pozostawia subtelny słodki zapach. Nie jest tak intensywny jak pozostałe, ale mimo wszystko wyczujemy kwiatowe nuty. Akurat ten zapach mnie odpręża i relaksuje podczas kąpieli. Działa wyciszająco, można spokojnie się odprężyć po długim dniu.

Trzecim produktem który bardzo mnie zaciekawił jest także pianka do mycia ciała. Tym razem Rituals of Holi, shower flower. Tutaj marka zaskoczyła mnie mega pozytywnie, ponieważ zachęca do zabawy. Atomizer tej pianki jest wykrojony na kształt kwiatu. Samo wyciśnięcie jej jest cudowne, ponieważ piana nabiera kształtu kwiaty róży, który zrywamy z góry i wmasowujemy w naszą skórę. Zapach jest słodki, kwiatowy. Wiodącym zapachem tego produktu jest biała lilia i kwiat brzoskwini. Powiem, że jest to zapach lukierkowy, może być fajnym prezentem dla nastolatki. Skóra także jest odżywiona, lśniąca, pięknie pachnie.

Czwarty z kolei jest żel-krem Namaste. Jest to jeden z produktów, który ma najdelikatniejszy zapach, a przy tym jest najbardziej kremowy. Tutaj podczas mycia wytwarza się bardzo delikatna piana. Skóra jest odpowiednio nawilżona, delikatna, jedwabista. Można powiedzieć, że jest to bardziej balsam pod prysznic niż, żel. W składzie jest olejek migdałowy, który odżywia i nawilża oraz znajdziemy tutaj witaminę E. Olejek jest polecany dla suchej i bardzo suchej skóry. Skóra jest niesamowicie miękka. Jeśli szukacie produktu, który odżywi skórę, nawilży i nada jej blask to polecam. Na pewni jakość i wydajność nie rozczarują.

Piątym produktem jest olejek pod prysznic. Tutaj wybrałam zapach, który jest uznany za bestseller i pokochany przez wielu klientów – THE RITUAL OF SAKURA. W buteleczce chowają się niesamowite zapachy kwiatu wiśni i mleka ryżowego. Zapach delikatnie słodki i kwiatowy, sam olejek pozostawia skórę bardzo zmiękczoną i otula pięknym zapachem. Zauważyłam, że po nim nie potrzebuje balsamu do ciała. Pięknie nawilżona skóra, ale nie przetłuszczona.

Sucha skóra a krem E45

W dzisiejszym wpisie w skrócie o dość frapującym problemie z jakim walczy sporo kobiet i mężczyzn, czyli o suchej papierowej skórze.

Wiele razy zdarza się, że Panie przychodzą z odwodnioną wręcz skóra nie tylko twarzy, ale i całego ciała. Niestety pogoda, przebywanie w niewietrzonych pomieszczeniach, albo klimatyzowanych, ubrania z syntetycznych tworzyw, perfumowane balsamy do ciała pogarszają często stan naszej skóry i ją wysuszają. Odczuwamy dyskomfort oraz swędzenie, szorstkość i ściągnięcie skóry. Często też zdarza się, że podczas drapania sypie się „lekki śnieżek”, łuszczy się. Taki problem dotyka dość sporą część populacji i niestety sama nawet woda może ją podrażnić, a nie mówiąc już o stosowaniu kosmetyków, które mogą irytować naszą skórę zamiast łagodzić skutki.

Jedną z najważniejszą i istotną sprawą będzie dobranie odpowiedniego balsamu do ciała. Na szczęście na rynku kosmetycznym powstaje coraz więcej produktów dla cer wrażliwych, alergicznych jak i suchych.

Krem E45. Samo opakowanie i jego projekt nie zachęcają do zakupu :), ale nie o to tutaj chodzi. Firma E45 specjalizuję się w produktach o wysokiej jakości dla suchej skóry, skłonnej do podrażnień i zaczerwienienia i egzemy. Jak wiadomo egzema jest zmorą dla alergików i jest to stan skóry który musi być skonsultowany z dermatologiem. Producent wspomina na swojej stronie , żeby mieć zdrową piękną zdrową skórę to trzeba pamiętać o odpowiednim jej nawilżeniu, ale czy faktycznie tak jest? Czy czasem znowu nie jest to chwyt marketingowy?

W mojej rodzinie są prawie sami alergicy. Niestety egzema oraz wysypy skórne i skóra sucha jest dość często spotykana. Sama mam skórę suchą, więc dlatego skupiłam swoją uwagę na firmę E45.

Dzisiaj pod lupą będzie krem E45, który kupiłam już parę razy. Ten krem poleciłam moim znajomym oraz rodzinie, ponieważ mieli problemy z odwodnioną skórą.

Krem E45 to nic innego jak balsam do ciała. Bez zapachowy, więc po jego nałożeniu nie spodziewajmy się żadnego aromatu, który by mógł podrażnić. Balsam jest bardzo kremowy i tłusty, ale po nałożeniu na naszą skórę bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia przetłuszczenia. Skóra się nie klei oraz zapewnia przez 24h odpowiednią pielęgnację. W skład tego kremu wchodzi między innymi: biała miękka parafina 14.5%, lekka ciekła parafina 12.6%, bezwodna lanolina 1%. Krem jest przeznaczony dla suchej skóry z problemami typu: sucha, swędząca i łuszcząca się skóra, egzema, łuszczyca i podrażnienia słoneczne. Jak widać jest to krem dla bardzo wrażliwej skóry, który ma pomóc zniwelować nam istniejące problemy i przynieść ulgę. I tak się dzieję. Po stosowaniu tego kremu skóra ma odpowiednio przywrócone nawilżenie i szybko się wchłania budując przy tym barierę ochronną. Skóra przestaje być ściągnięta i nieprzyjemna. W przypadku egzemy łagodzi podrażnienie, zaczerwienienie i swędzenie. Pomaga w znacznym stopniu. Krem jest dość spory i wydajny. Cena przystępna.

Dla wszystkich borykających się z suchością skóry pragnę szczerze polecić ten krem, który zapewnia naprawdę sporą ulgę i leczy. A wy macie jakiś ulubiony sposób na skórę suchą ?

Poczuj Hollywood z GlamGlow

Nie tak dawno temu wróciłam do produktów z serii Glamglow. Marka z Hollywood, czyli tajniki urody gwiazd dostępne na wyciagnięcie ręki. Firma powstała w 2010 roku i jej głównym celem, jest zapewnienie odpowiedniej pielęgnacji i natychmiastowego efektu. Czy tak jest ? Przekonajmy się…

Dzisiaj we wpisie znajdziecie między innymi maseczkę do twarzy Maski GLAMGLOW THIRSTYMUD (maseczka błotna).

W zgrabnym niebieskim opakowaniu jest maseczka nawilżająca. Jest ona przeznaczona dla naprawdę spragnionej skóry, która potrzebuje bardzo silnego nawilżenia, zapewniająca trwały efekt, dzięki kwasu hialuronowemu. Najważniejsze, że po zastosowaniu nie ma się błyszczącej, tłustej skóry, ale jest ona nawilżona i aksamitna w dotyku. Już po pierwszym użyciu poczułam niesamowitą delikatność. Stosować można rano lub wieczorem. Jeżeli rano pozostawić na 10- 20 min i nadmiar zmyć wacikiem. Natomiast wieczorem pozostawić na noc, niech się wchłonie. Stosować 2 – 3 razy w tygodniu. Ma piękny zapach, lekko słodkawy, przypomina mi zapach słodkich ciasteczek kokosowych. Na duży plus zasługuję dzięki wydajności, piękny efekt, obietnica o nawilżonej idealnej promiennej cery spełniona. Niestety cena jest dość wysoka jak na ten produkt, nasz portfel może odczuć ubytek gotówki. Jednak sprawdza swoje oczekiwania i jest warta wydanych pieniążków. Jest dostępna ona w różnej pojemności: 15, 50, 100 ml.

Glamglow Glow glowstarter, megailluminating moisturizer hydrant mega illuminant.

Ten produkt mam w mini wersji 15 ml. jest to krem nawilżający z rozświetleniem. Szczerze mogę go polecić. Szczególnie dla osób, których cera jest pozbawiona blasku, a zawdzięczają mu to sproszkowane perły. Nadaję się jako baza pod podkład, jednak można też stosować samodzielnie, bez podkładu. Skóra dzięki niemu wygląda na wypoczętą i świeżą. Cudowny efekt i zapach, trochę przypomina mi zapach słodkiej waty cukrowej. Można stosować na dekolt i szyję. Krem zapewnia natychmiastową poprawę szarej zmęczonej cery . Warty inwestycji, przede wszystkim jeśli szukamy efektu glow.

Podkład od Mac Studio Fix Fluid SPF 15

Kolor NW13

Firma MAC ma w swojej ofercie płynną wersje podkładu Studio Fix. Sama wiele opini słyszałam na temat tego produktu i zdania były podzielone. Z jednej strony bardzo pozytywne, a z drugiej niezbyt satysfakcjonujące. Więc postanowiłam sama sprawdzić na własnej skórze jak ten podkład będzie się sprawdzał i czy sprosta moim oczekiwaniom.

Pierwsza informacja jaką widzimy przed zakupem tego odkładu jest to, że jest to podkład średnio – kryjący, po pełne krycie. Ma zapewnić tzw long lasting, czyli pozostać na naszej twarzy prawie nienaruszony przez cały dzień, czyli tutaj już producent wskazuję, że mamy mieć pewność co do jakości tego produktu. Czy jednak tak jest ?

Makijaż dzienny z użyciem podkładu MAC Studio FIX

Faktycznie jest to podkład kryjący, i po nałożeniu kolejnej warstwy zapewnia dobre krycie. Efekt jest matowy z satynowym wykończeniem i twarz wygląda przez cały dzień bardzo dobrze, Moim zdaniem twarz wygląda świeżo i faktycznie można śmiało tutaj wspomnieć, że utrzymuję się on bardzo dobrze. Jest gęsty i przy tym wydajny. Aplikacja zalecana jest dłońmi, by móc go dobrze rozetrzeć, ale w moim przypadku świetnie sprawdziła się gąbeczka do makijażu. Naprawdę świetnie się wchłonął dzięki temu i uzyskałam aksamitny efekt . Występuję on w naprawdę w całej gammie i palcie barw. Tutaj łatwo już jest znaleźć perfekcyjny kolor dla siebie. Podkład się nie waży i nie ma efektu maski, tylko bardziej naturalny efekt. Jednak co do minusów to jest nim zapach. Niezbyt przyjemny, ale wyczuwalny tylko podczas aplikacji. Podkład jest w małej szklanej buteleczce, która nie posiada pompki. Jest to trochę problemowe, jeżeli chcemy mieć odpowiednią ilość produktu, ponieważ łatwo przy nie uważnym użyciu wylać zbyt dużo i marnujemy produkt. Widziałam gdzieś na stronie MAC, że można dokupić pompkę do podkładu osobno. Przy czym musimy znowu wydać kolejne pieniążki, podkład nie należy do najtańszych.

Warto ! Moim zdaniem dla Pań które mają cerę mieszaną i starają się w ciągu dnia zredukować błyszczenia strefy T i szukają podkładu o matowym efekcie oraz naturalnym wykończeniu to jak najbardziej. Wspomnę tylko, że do uzyskania pełnego efektu krycia używałam przed podkładem korektor. Razem ten zestaw zapewnił mi nienaganną cerę. Co jest jeszcze bardzo istotne, nie mam problemów po demakijażu z moją cerą , nie pojawiają się kolejne wypryski i mam nawet wrażenie, że pomaga mi on redukować ich ilość.
Taka jest moja opinia na temat podkładu MAC studio FIX. A ty czy już miałaś okazję go używać ? Jak się Tobie sprawdził ?